Klątwa przełamana
Dodane przez sebastian lemke dnia Maj 06 2014 17:38:27




Jak to szybko minęło, jest już miesiąc maj, bieżący rok przywitał nas krótką i łagodną zimą co sprzyjało zasiadkom, o których kiedyś nie mogliśmy nawet myśleć oprócz zbiorników z ciepłą wodą. Zaplanowana jak co roku zasiadka w święta Wielkanocy, całą rodziną to już tradycja, w tym roku stało się tak jak to sobie zaplanowaliśmy, choć nie do końca ale o tym dalej...


Rozszerzona zawartość newsa




Jak to szybko minęło, jest już miesiąc maj, bieżący rok przywitał nas krótką i łagodną zimą co sprzyjało zasiadkom, o których kiedyś nie mogliśmy nawet myśleć oprócz zbiorników z ciepłą wodą. Zaplanowana jak co roku zasiadka w święta Wielkanocy, całą rodziną to już tradycja, w tym roku stało się tak jak to sobie zaplanowaliśmy, choć nie do końca ale o tym dalej...


Kulki na włosie obklejałem pastą gejzer- Muszla GLM


Święta zaczęły się z lekkim opóźnieniem, ponieważ wyjechaliśmy dzień później, nad wodą przywitał nas widok praktycznie całej wody zajętej, zasmuciło mnie to ale w tyle nocek powinno się coś udać złowić.
Zestawy wywiezione, ja wyruszyłem na obchód jeziora żeby pogadać z wszystkimi kolegami co się działo w nocy, wszyscy mieli kontakt z rybą co mnie napoiło optymizmem, nie zdążyłem wrócić a słyszę dźwięk sygnalizatora na moim stanowisku, widzę że mama zaczęła biec w stronę wędek i to była pierwsza ryba, przez całą zasiadkę zostałem ochrzczony klątwą, o której powiedział mi i wymyślił tata, a wszystko przez to ,że ja przez te dni złowiłem tylko 3 ryby z czego pierwsza się spięła co dało 4 brania a tata połowił kapitalne ryby w granicach 15kg i 17kg a ja byłem tylko podbierakowym.
Wiedziałem, że ta zasiadka nie jest dla mnie łaskawa ale już w mojej głowie po spojrzeniu na kalendarz urodził się pomysł choć wpierw musiałem myśleć o egzaminach, które pisałem 3 dni od razu po powrocie, w czwartek wiedziałem już, że to zrobię, plan polegał na tym żeby na weekend usiąść z tatą nad wodą co było chytrym posunięciem ponieważ inaczej bym się tam nie znalazł bo nie mam jeszcze prawa jazdy, a w niedziele zostanę sam i tak spędzę tam samotnie 4 nocki a następnie się spakuję i usiądę na wcześniej zaplanowanych zawodach na 3 nocki. W pierwszy dzień zasiadki czyli piątek, rozpakowuję się razem z tatą, zajęło to nam wraz z wywiezieniem zestawów dość dużo czasu. Z samego wieczora pierwsze branie notuje tata, pomyślałem tylko jedno-klątwa dalej trwa.

Piękny i długi ponad 15kg


W nocy słyszę pip i szybko spoglądam na centralkę, którą pokazuje mój niebieski Fox, kilka sekund później biegnę do wędek i zacinam, karp nie zamierza się poddać, po około 30-40 minutach walki się pokazał, zobaczyłem że nie jest gigantem ale waga pokazała aż 15,30kg, strasznie długa, smukła ryba z wielkim ogonem,teraz już wiem czemu tak walczyła, postanowiłem wywieźć ten zestaw w to samo miejsce bo może być branie nad ranem, tak też się stało, rybka tak samo waleczna ale poddała się szybciej, moim oczom pokazał się karpik o masie 13,20kg z charakterystycznym brakiem oka.
W nocy mam 2 odjazdy na pozostałych kijach rybek w wielkości ok 10kg, rano wstałem zmęczony ale z myślą, że w końcu TO coś minęło.W dzień nastał czas na wywiezienie zestawów oraz przewiezienie tych zestawów, które nie dały ryby.W nocy doławiamy kilka ryb ale nad ranem tata opowiada mi historię, która przydarzyła mu się gdy spał, opowiadał że gdy o czymś śnił nagle poczuł że wskoczyło mu coś na nogi, otworzył oczy i powolnym i delikatnym ruchem zapalił latarkę którą miał na szyi ale już tam nic nie było, przyjąłem to z szyderczym uśmiechem na twarzy ale czy do końca ? W południe razem z tatą na krzesełkach zaczęliśmy rozmawiać o tym, że jak będę miał dużą rybę to mam wiedzieć, że przyjedzie do mnie zrobić mi zdjęcia a do przejechania ma aż ponad 100km, powiedziałem ojcu, że nie będzie takiej potrzeby. Do samego odjazdu taty, w głowie plątała mi się myśl czy nie wrócić razem z tatą do domu, w końcu po tych opowieściach co się wydarzyło w nocy miałem straszne przeczucia- wiem jestem głupi.
Nadeszła chwila, w której się pożegnaliśmy i powiedzieliśmy sobie do zobaczenia za parę dni, ja wróciłem na stanowisko i zrobiłem coś na ząb, po skonsumowaniu biedronkowych specjałów, poszedłem połowić biało ryb na spławik, pierwszy odjazd mam chwilę potem, wyjmuję karpia i szybko wywożę zestaw bo nie długo się ściemni, wróciłem na pomost, akurat w zanętę zaczęły wchodzić przyzwoite płocie a tu nagle na lewym kiju mam powolny odjazd- to był on. Podnoszę kij ze stojaka i dokręcam szpulę mojego kołowrotka, ale karp w cale nie myśli o tym żeby zacząć go pompować, zaczął wysnuwać mi żyłkę metr po metrze i tak z kilka minut, aż stanął, nagle zaczął po łuku iść na prawo, minął górą pozostałe zestawy ale moje trzeźwe myślenie powiedziało mi wsiądź w ponton bo idzie w drzewa na prawym brzegu, w czasie holu odebrałem jeszcze dwa telefony, które skończyłem szybką odpowiedzią-ciągnę rybę, jest kaban!

Na ten zestaw wzięły wszystkie największe ryby, razem z największym.

Podpłynąłem pontonem do drzewa i wrzuciłem kotwicę bez której bym go nie wyjął, przed samym drzewem karp na sztywnym hamulcu zawrócił, a tu naglę widzę że pokazało się łączenie strzałówki z główną żyłką ale coś jest nie tak, mam luz na żyłce i nie mogę dalej nawijać, szybko wrzuciłem wędkę z kołowrotkiem do wody i dotykam szczytówki a tu boczny klips z gumką do kamienia zaplątany o węzeł, odgryzłem żyłkę która przeszkadzała żeby klips zjechał na dół a w międzyczasie widzę dzięki mojemu wskaźnikowi zwanemu Line bitterem, że karp znowu podąża w drzewa, mam kontakt, karp wyprowadza mnie na głęboką wodę i tam też go podebrałem, hol zacząłem o 19:15 godz a skończyłem parę minut przed 20 godz, widząc co mam w podbieraku zadzwoniłem szybko do taty i wziąłem telefon w tryb głośnomówiący, pierwsze słowa- Tato mam GO, na pewno to ON, ma na pewno ponad 25kg. Ciągnę jego cielsko za pontonem i rozmawiam z tatą co teraz, ja w tym momencie nie wiedziałem jak się zachować więc krzyknąłem głośne C"Moon, dopłynąłem do pomostu i włożyłem karpia do nosidełka i zaparłem nogi o deski ale stwierdziłem, że z tej pozycji nie dam rady, zszedłem na niższy stopień i wtedy się udało, mam go na macie, zajmuje ją całą, pobiegłem po wagę i worek do jego przechowania bo tata już jechał do mnie. Unoszę wagę a tu wskazówka pokazuje ponad 27kg co daje po odjęciu worka 25,6kg, coś niesamowitego,wkładam go ostrożnie do worka i robię mu lekkie dotlenianie, które zobaczyłem na filmie z francuskiego jeziora, zabieg bardzo fajny bo karp od razu doszedł do siebie po wymęczającym holu, przez kilka minut nie mogłem się otrząsnąć, chodziłem z kółko i nie wiedziałem co mam z sobą zrobić, wtedy telefon zaczął dzwonić, jak to się stało ? Mama w trakcie jazdy do mnie, zadzwoniła do wujka, który też jest karpiarzem i tak wiadomość poszła w "świat"

Największe ryba nad jeziorem +25

Poczułem się wtedy jak najszczęśliwszy człowiek na ziemi, całą zimę rozmawiałem z kolegą o tym karpiu a tu nagle mam go w worku, po godzinie dojechał mój tata, a ja szybko spojrzałem na niego i powiedziałem udało się, ten rok to rok ,o którym rozmawialiśmy.
Zrobiliśmy szybką sesję i karp wrócił w pełni sił do swojego królestwa. Rodzice wrócili do domu a ja spełniony do namiotu, nie mogłem zasnąć, ciągle myślałem o tym karpiu ale też o tym czy nic na mnie w nocy nie wskoczy haha :)

Pelet Arcic Krill zalewałem aminoliquidem i zasypywałem shooterem.

W nocy doławiam 2 karpie, nad ranem kolejna gorąca linia z gratulacjami, za które dziękuję tutaj bo wtedy nie byłem w stanie dziękować za wszystko. Po śniadaniu wywiozłem wszystkie kije, był to dzień cudów, brania następowały co chwila, ryby pokazały mi jak można wymęczyć najtwardszego zawodnika, wieczorem zadzwoniłem tylko do mamy żeby się nie martwiła, wszystko jest w porządku ale ja idę spać bo nie dam rady, wieczorem miałem na brzegu wszystkie zestawy a to tylko żeby się wyspać.
Reszta zasiadki mija bardzo szybko, brania z dnia na dzień słabną ale ja jestem szczęśliwy bo lada moment a przyjedzie tata i weźmiemy udział w co rocznej majówce, w której co roku walczymy o podium ale w tej edycji przez jedną spinkę pozostaje się nam cieszyć 3 miejscem, za rok będzie lepiej !

Ryba, która zaskoczyła nas w trakcie zawodów.

Podsumowanie, hmm wiedziałem, że klątwa w końcu minie ale, nie wyobrażałem sobie, że z takim rozmachem, złowiłem rybę o której myślałem dwa albo trzy sezonu, a tu nagle on się pojawił w moich objęciach. Przez całą zasiadkę wyjąłem 30 karpi a teraz czekam na kolejna zasiadkę, która odbędzie się nie długo ale pewnie już nad inną wodą.