Wakacyjne Testy
Dodane przez sebastian lemke dnia Marzec 30 2014 16:21:39



Wakacje to tak długo oczekiwany czas nie tylko przez ludzi pracujących ale i dla mnie jako, że mam wtedy 2 miesiące czasu na rozgryzienie kilku zbiorników.


Rozszerzona zawartość newsa



Wakacje to tak długo oczekiwany czas nie tylko przez ludzi pracujących ale i dla mnie jako, że mam w tedy 2 miesiące czasu na rozgryzienie kilku zbiorników. Miałem jeden plan na te wakacje, póki co udaje mi się w 100%, powiedziałem sobie nie będę siedział w domu, tylko nad wodą, zasiadkę miałem zaplanowaną już ok 2 miesiące temu z kolegą ze śląska, miała trwać 8 nocek, wyjazd w dzień zakończenia roku w szkole, odebrałem świadectwo i jazda nad wodę, wróciłem dopiero teraz (13 lipca), przed zasiadką dostałem od Pawła do testów kilka kilogramów kulek z serii twins jak i z serii 4d tych samych smaków. Byłem przygotowany na wszystko, wodę znałem więc było mi łatwiej. W piątek po południu przyjeżdżamy na wcześniej zarezerwowane miejsce, szybki wgląd na jezioro i widzę że jest dość sporo ludzi, od razu wiedziałem że muszę poczekać z braniami do niedzieli jak wszyscy się zwiną i zostanę sam, pierwsza nocka minęła bardzo spokojnie, dopiero rano przyjeżdża kumpel i w trakcie jego rozkładania pojechały 2 kije na raz, wyholowaliśmy 2 małe karpie a tu pojechała 3 wędka, pomyślałem jest dobrze.





Następna nocka mija jeszcze gorzej, bez szału, jeden maluch ale to już niedziela, piękne uczucie nie muszę się zwijać mam przed sobą tydzień łowienia, jezioro w godzinach popołudniowych opustoszało, zostałem ja i kolega, plan miałem już ułożony dawno temu ale musiałem go trochę poprawić, chciałem żeby najpierw połowił kolega bo ja jeszcze mam dużo czasu żeby sobie połowić, on przejechał prawie 500km a ja jestem tu na tyle często że zrobię to dla niego, postawiłem go w najlepsze miejsca, wywieźliśmy wszystkie wędki, zacząłem szperać w torbie z moim jedzeniem, wyciągam batona i jakiś owoc, a tu naglę słyszę pojedyncze pip, kilka sekund przerwy i pisk, pierwszy potężny odjazd, biegnę i zacinam, czuję że jest duży ale po chwili ryba się spina, zdenerwowałem się, powiedziałem Wojtkowi że zaraz pojedzie u niego bo zawsze tam gdzie miał zestawy jest więcej brań niż gdzie ja swoje umieściłem, wywiozłem w to samo miejsce, w trakcie jedzenia słyszę pip i znowu ta sama sytuacja pisk, biegnę, patrzę ta sama wędka, podniosłem wędkę i znowu piękny ciężar, postanowiłem wsiąść w ponton i popłynąć za rybą, była to słuszna decyzja, ryba weszła w drzewo, ale wprawna ręka i spokój pozwoliły mi go wyplątać i w tedy walka się zaczęła, po chwili karp się poddał, mam go w podbieraku, stwierdziłem że ma ponad 10kg, jak się okazało nie pomyliłem się, szybka fotka, odkażenie i do wody, powiedziałem że teraz już stamtąd nie pojedzie, było mi głupio kolega bez brania a ja już 2 w odstępie może 20 minut, wywieźliśmy i jak usłyszałem po kilku godzinach pip na tej wędce chwyciłem się za głowę, już wstałem z krzesła bo wiedziałem że żyłka się napręża i zaraz karp pojedzie jak wściekły, biegnę po pomoście, jeszcze mała wywrotka po drodze i siedzi, karp poszedł na czystą wodę, hol się przeciągnął, karpia podebrałem i znowu taki koło 10kg.



Wkurzyłem się, wpuściłem kolegę w to miejsce bo stwierdziłem że dzisiaj karpie tam się zgrupowały, ja wywiozłem w jego miejsce, to co się wydarzyło na długo pozostanie w mojej pamięci, jego wędka wywieziona wracamy z moją, wychodzę z pontonu, odkładam wędkę na statyw próbuję podpiąć swingera ale nie mogę, widzę że żyłka strasznie się napięła a wędka niczym drgająca szczytówka wygięła się jakby zaraz chciała wystrzelić jak z procy, krzyknąłem jest branie już ! Podniosłem wędkę i poczułem dużą rybę na końcu żyłki, Wojtek jeszcze w pontonie więc podałem mu tylko podbierak, widziałem że jest zmartwiony, ja już 3 branie a on nic, napływamy na miejsce gdzie karp stanął, kilka razy poczułem siłę karpia, dopiero po 20 minutach karp się pokazał, pomyślałem " o kurde jest duży proszę żeby się nie spiął" w końcu doprowadzam go do podbieraka i jest ! Przypływamy z nim , próbuję go podnieść ale jest zbyt ciężki, wsadzam go razem z podbierakiem do nosidełka żeby nic mu się nie stało, teraz się udało, mam go na macie, karpia nie kojarzę, waga wskazała 17.80 po odważeniu worka. Jestem mega zadowolony, pobiłem swój rekord z tej wody. Po ogarnięciu wszystkiego, postanowiłem, że wpuszczam Wojtka w oby dwa miejsca co okazało się słusznym wyborem. Swoją wędkę postawiłem na bardzo ciekawym miejscu i byłem dobrej myśli co do tej miejscówki, no i się zaczęło Wojtek zaczął ciągnąć jednego karpia za drugim, od razu miał banan na twarzy, ucieszyło mnie to, tylko po jego już kolejnym braniu zdziwiłem się, że u mnie specjalnie nic się nie dzieje ale postanowiłem poczekać jeden dzień na zmianę pogody i wiedziałem, że w tedy karpie zaczną się pokazywać i u mnie na zestawach, jeszcze przed zmianą pogody w południe mam 2 piknięcia na najdalej postawionym zestawie, od razu wiedziałem że to jest branie, wsiadam w ponton i płynę tam gdzie znajdował się zestaw, już z daleka widzę, że kępa lili porusza się, trochę rwania lili i mam go, karp poszedł na wodę, nie mogę go odkleić od dna, gdy raz się pokazał zauważyłem, że nie wypiął się kamień z gumki, byłem przerażony, ładna ryba ale pewnie zaraz się zepnie, hol trwa już z dobre 30 minut, karp ani drgnie, dopiero zaczął się poddawać po 40 minutach holu, w końcu go podebrałem, w podbieraku widzę nie tylko karpia, ale i jakiś stary podwodny marker, kupę lilii, linkę z kotwicą oraz kępę lilii, z tym wszystkim płyniemy w stronę pomostu, a tu naglę słyszę pip piiiiiiiiiiiiiii oj zaczęliśmy gnać pontonem niczym biegacze klasy światowej, Wojtek zacina ja wrzucam karpia na matę, wyciągam haczyk i wrzucam do worka, podbieram karpia Wojtkowi i szybko go wypuszczamy wyciągam mojego karpia z worka, kładę na macie a tu nagle wspomnienia, miałem Cię już karpiku masz ok 14kg, dezynfekcja ran po haczyku i leć dalej żerować tylko nie daj się złowić.


W nocy Wojtek doławia kilka karpi, ale rano widać że pogoda się zmieniła, jest gorąco, na horyzoncie widać burzowe chmury, dla mnie to oznaczało tylko jedno karpia są w innych miejscach niż były, wywiozłem w swoją ukochaną dziurę w liliach, przy nęceniu widzę ładnego wygrzewającego się karpia, położyłem zestaw, wracam i zaczęliśmy odpoczywać po ciężkiej nocce, nagle pełny odjazd z tej wędki, piękny karp wylądował w podbieraku, stwierdzam że po pierwsze to ten który się wygrzewał a po drugie mój tata już Cię miał, piękny zdrowy karp, wywózka w to samo miejsce i jedzie kij z drugiej strony jeziora, podobnej wielkości karp ląduje w podbieraku, wyczepiam go i od razu wypuszczam, kładę zestaw i szczęśliwy ze moja wiedza i taktyka się sprawdzają. Przyszły burze więc oczekiwałem kilku brań z mojej ukochanej dziury, w nocy jest piękny odjazd, biorę wędkę i płynę przez gęste lilie, mijam drzewa i jest kontakt, widzę go na pół metrowej wodzie, garb mu wystaje, szybko odplątuje żyłkę z lili i mam z nim bezpośredni kontakt, chwytam podbierak i szybkim ruchem mam go, stwierdzam że jest większy od mojego największego z tej wody który wziął dzień wcześniej. Kładę go na macie, waga wskazała 18.80, chciało mi się śmiać i płakać, w końcu mi się udało, dzwonię do ojca który też był na rybach, akurat był świadkiem holu, słyszałem tylko w słuchawce pogratuluj młodemu, już nawet nie wywoziłem z powrotem tej wędki, w nocy mamy jeszcze jakieś mniejsze karpie.



Rano odzywa się kolega, mam zarezerwowane stanowisko na tej wodzie co siedzisz czy nie chciał byś ze mną usiąść- ha ha ja zawszę bym chciał, tylko mów kiedy, no wracasz i jesteś dzień w domu i jedziemy, zgadzam się :) Jeszcze na rybach myślałem o następnych rybach. Do soboty łowimy kilka ładniejszych ryb i wracam ha w cale nie do domu a na zawody w których uczestniczy tata, śpię u wujka w namiocie a tata w ostatnią dobę doławia 2 piękne prawie 15kg karpie i wchodzi na 3 miejsce, teraz już wracam do domu, nocka w domu, przepakowuję graty, biorę zapasy kulek, jeszcze trochę zostało mi kulek testowych i jadę z powrotem, jestem na miejscu, staję na moim obserwacyjnym miejscu i widzę kilka amurów pożerających lilie i kilkanaście karpi, powywoziłem w te miejsca gdzie łowiłem ponad tydzień, na branie nie trzeba długo czekać, Grzesiu wyciąga kilka karpi a ja tylko 1, zacząłem obserwować wodę, widzę kilka pasów bąbli a potem kilka spłąwek w tym miejscu, szybka i prosta decyzja, tam idzie jeden zestaw, to była najlepsza decyzja w tej sytuacji, karpie zaczęły brać regularnie z tego miejsca, wsypałem tam dość dużo kulek z serii twins, karpie przychodziły dość często, wyciągnąłem kilka sztuk i zacząłem doganiać kolegę, byłem zadowolony choć karpie nie przekraczały 12kg ale miałem kilka pięknych odjazdów, jak to najczęściej bywa, zasiadkę zakończyliśmy ulewnym deszczem, wszystko mokre do dziś się suszy.



Podsumowując w 12 nocek wyciągnąłem 27 ryb w tym 18.80 i 17.80. Testowe kulki jak widać były skuteczne więc nie długo i wy będziecie mogli przekonać się o ich skuteczności. Jak pewnie stwierdziliście po tych kilku słowach to nie mój ostatni wpis a to dlatego że kiedyś ktoś powiedział piękne słowa I always fishing.