III miejsce w Eliminacjach do WCC
Dodane przez sebastian lemke dnia Marzec 30 2014 15:50:43



Jak co roku i tym razem postanowiłem wziąć udział w Polskich eliminacjach do World Carp Classic. Zawody odbywają się corocznie w Pobiedziskach na bardzo rybnej wodzie, gdzie lubię łowić choć nigdy nie miałem możliwości odbycia tam prywatnej zasiadki. Łowiłem tam wcześniej dwa razy podczas zawodów a w 2012 roku udało nam się wygrać razem z Piotrem Wasilczukiem.


Rozszerzona zawartość newsa



Jak co roku i tym razem postanowiłem wziąć udział w Polskich eliminacjach do World Carp Classic. Zawody odbywają się corocznie w Pobiedziskach na bardzo rybnej wodzie, gdzie lubię łowić choć nigdy nie miałem możliwości odbycia tam prywatnej zasiadki. Łowiłem tam wcześniej dwa razy podczas zawodów a w 2012 roku udało nam się wygrać razem z Piotrem Wasilczukiem. Taki sam skład mieliśmy i w tym roku. Musieliśmy się więc sprężać i jak to mówią bronić tytułu. Sam przyjechałem dzień wcześniej bo nie lubię rano wstawać i jechać na łeb i szyję. Po małej wieczornej integracji przywitał nas piękny słoneczny poranek. Wkrótce dojechał do mnie Piotr i zaczęliśmy dyskutować jak to się w tym roku potoczy. Co prawda świetnie jest wygrać jednak specjalnie nam się to nie uśmiechało ponieważ ze względów rodzinnych wyjazd do Włoch na WCC nie wchodził w tym roku w grę zwłaszcza w moim przypadku. Postanowiliśmy jednak zrobić wszystko aby nasz wynik był jak najlepszy i walczyć do końca. Jednak najważniejsze jest losowanie i potem umiejętność wykorzystania swojej miejscówki w jak największym stopniu.

Po posiłku rozpoczęło się otwarcie zawodów oraz losowanie stanowisk. Pierwsza próba i wyciągam siódemkę, którą od razu odrzucam. Drugim razem losuję stanowisko nr 12 i niestety tak już musi zostać. Byliśmy bardzo zniesmaczeni po tak niekorzystnym losowaniu jednak na los niema wpływu i trzeba zacząć łowienie i walkę o jak najwyższe miejsce w miarę możliwości oczywiście.
Rozkładamy się w miarę szybko i sondujemy dno. Za dużo pracy przy sondowaniu niema ponieważ strona jest bardzo głęboka już kilkadziesiąt metrów od brzegu jest 10 metrów głębokości. Nadzieję daje nam powalone drzewo po lewej stronie które przypada dla mnie po naszym wewnętrznym losowaniu stron. Na skraju drzewa jest 6 metrów a przed nim bliżej brzegu od 2 do 4 metrów i tam też kładę moje zestawy. Piotr ma nieco gorsze miejsce bo po prawej nic ciekawego w wodzie niema dlatego postanawiamy aby jego kije wylądowały na wprost na 7 metrów a drugi kij na prawo na wysokości trzcin.

Tuż o 15 rozpoczyna się walka i wywozimy nasze zestawy za pomocą modeli zdalnie sterowanych. W tym roku mamy do dyspozycji dwie łódki z echosondami co znacznie skraca czas wywózki czterech zestawów i pozwala precyzyjnie położyć zestaw na odpowiednią głębokość. Wszystko zrobione a my siadamy i wreszcie spokojnie możemy porozmawiać bo bardzo dawno się nie widzieliśmy ze względu na to że mamy do siebie około 700km. Rozmyślamy i stwierdzamy, że jest to stanowisko gdzie można większą pracą wydłubać zaledwie kilka karpi a o podium i zwycięstwie można od razu zapomnieć. Takie stanowiska dają tylko szansę na powalczenie o dwa pierwsze miejsca w sektorze. Niestety byliśmy we własnym sektorze co dodatkowo nas zniechęcało do walki ale cóż łowić trzeba bo dopóki kije w wodzie jest nadzieja.
Noc mija w zupełnej ciszy i bez nadziei o jakiekolwiek branie. Do południa jesteśmy bardzo zniesmaczeni nie mając ani jednej ryby na macie i żadnego widoku aby cokolwiek mogło się w tym temacie zmienić. Tymczasem na innych stanowiskach mają już naprawdę sporo ryb połowionych a zwłaszcza Arek ze stanowiska nr 20. My natomiast siadamy i jeszcze próbujemy cokolwiek wymyślić aby zacząć łowić ryby. Piotr postanawia położyć jeden zestaw na zig riga a moje zestawy ciągle trzymamy pod drzewem bo to jedyna szansa na ryby z naszego stanowiska.
Zbliża się pora obiadowa a mnie morzy sen i idę się położyć na drzemkę, obmyślając co tu jeszcze zrobić aby pierwszy karp znalazł się na macie. Najczęściej jest tak, że jeśli nie łowi się od pierwszej doby to potem niema już szans na dobry wynik ponieważ inni zawodnicy zbytnio oddalają się dołapując kolejne ryby. Ledwo zamykam oczy a tu następuje branie u Piotra. Wreszcie mamy pierwszego karpia na macie. Może się wreszcie coś zacznie dziać pomyśleliśmy. Waga ryby po przyjściu sędziego wskazuje 12,80kg a więc jest już kontakt. Wkrótce potem Piotr się rozkręca i łowi kolejną rybę karpia ponad 7kg. Mimo tych ryb wiemy, że pozostałe zespoły są już daleko z przodu a pierwsze dwie mają ponad 15ryb na macie. Szybko zapada noc i rano mamy kolejne 4 ryby, w tym Piotra z głębokiej wody 7 metrów pięknego lustrzenia 14,40kg, ja natomiast zaliczam dopiero swojego pierwszego karpia w nocy spod krzaka. Po wynikach z drugiej doby stwierdziliśmy, że niema tragedii zwłaszcza patrząc na stanowisko oraz na to, że całą pierwszą dobę nie mieliśmy ryby. Mamy 4 ryby o łącznej masie 41,60kg co daje nam nieoczekiwanie 4 miejsce z czego jesteśmy bardzo zadowoleni oraz zaskoczeni. Jednak to dopiero ledwo półmetek a więc zabieramy się do cięższej pracy. W zeszłym roku mieliśmy kilkanaście amurów i próbujemy się do nich dobrać bo one mogą dać nam kolejne kilogramy. Mamy swoją specjalną strategie na amury, która zawsze nam się sprawdzała nie tylko podczas zawodów ale także na prywatnych zasiadkach. Ciągle liczę na amury a Piotr zajął się karpiami.


Po drugiej nocy zaczęły się kolejne brania. Wreszcie w dzień łowię pierwszego amura ponad 9kg. Widać, że strategia zaczyna działać. Następnie Piotr doławia kolejnego pięknego karpia 12,70kg, co nas po raz kolejny cieszy. Już widzimy, że mamy szansę na pudło powalczyć o trzecie miejsce. Dlatego mocno się sprężamy i przyciskamy tematy aby zwiększyć swoją skuteczność. Jak na razie Piotr ma dobrą passę łowi sporo karpi w tym kilka ma już złowionych na zig riga a także z dna. Ryby jakby mocniej się nam ruszyły ale to tylko dzięki dopracowaniu kilku sposobów na ich złowienie. U mnie melduje się drugi amur ale bez większych szaleństw. Ważne że od czasu do czasu amury nam punktują. Niestety sam nie mam szczęścia do zig riga i nie mogę złowić na ten zestaw karpia. Przed nocą mówię Piotrowi, że następny dzień jest mój i wreszcie muszę poprawić swoją skuteczność.

Po trzeciej nocy wstaje bardzo wcześnie. Jestem kompletnie niewyspany a to przez trzeciego amura, który podczas holu wbił nam się w trzciny i narobił sporo zamieszania. Do tego złamałem jedną wędkę i noc miałem pełną wrażeń. Jednak miałem nadzieję, że to tylko na szczęście. Jest piąta rano a ja mimo tego, że Piotr nadal śpi już przewożę zestawy. Wywożę na zig riga i przewożę zestaw spod krzaka. Do metody zig rig przygotowują specjalną zanętę pracującą tuż przy powierzchni wody oraz tworzącą słup zanęty wydobywający się od dna aż po powierzchnię. Karpie dobrze reagują na tego typu zanętę i szybko w nią wchodzą. Kładę zestaw około 50 metrów od brzegu a kulkę o smaku extasy pop up, umieszczam 1 metr pod powierzchnią wody. Widzę z daleka jak pięknie chmura zanęty unosi się w okolicy mojego zestawu.


Dosłownie po 5 minutach mam branie na zig riga. Zacinam i krzyczę do Piotra by wstawał, choć on myślał że ja ustawiam dopiero wędki. Karp idzie bardzo ciężko dnem. Czuć masę ryby bo delikatnie piłuje w dno i nie robi przy tym większych zrywów jak to bywa przy małej rybie. Ryba jest bardzo silna i ciężko ją podciągnąć do brzegu. W tym czasie Branie następuje u Piotra z dna. Piotr jednak łowiąc kilkanaście metrów od brzegu wyjmuje bardzo szybko karpia, który ma sporo ponad 13kg. Wreszcie się rozkręcamy powiedział Piotr wkładając swojego karpia do worka. Tymczasem ja nadal holuje moja zdobycz. Minęło chyba 20 minut zanim ją zobaczyłem. Jest piękny i wreszcie się przewalił przy podbieraku. Piotr szybko go podbiera i na macie widać, że jest to piękny grubasek. Sędziowska waga wskazała 16kg a więc niewiele jej brakło do największej ryby zawodów. Jestem bardzo zadowolony z dużej ryby i w dodatku na zig riga.

Pracujemy nadal i łowimy kolejne ryby. Po południu przychodzą wyniki i jesteśmy szczęśliwi z 3 miejsca. Po trzech dobach mamy już 11 ryb i 118kg. Musimy się jednak streszczać ponieważ jest dość ciasno więc musimy coś dołowić. Ten dzień zdecydowanie należy do mnie łowię kolejne ryby tym razem spod krzaka. Mam pięknego dwukolorowego karpia i kolejnego nastokilowca. Ryby mają po kilkanaście kilogramów i biorą w biały dzień. Ryby weszły w zanętę w postaci kulek extasy oraz Ognizzera a także testową nowość na kolejny sezon kulek owocowych Secret Forest. Do tego nęcimy różnej granulacji pelletem o smaku halibuta 20mm, kryla 12mm a także muszli GLM 6mm. Połączenie takiej grubości pelletów daje nam pracę zanęty przez długi czas od wsypania zanęty do wody aż po kilkanaście godzin później. Moje ryby w większości zostały złowione na kulki o smaku Ognizzer w połączeniu z różą oraz extasy. Piotr natomiast łowił głównie na Adrenalinę a także extasy. Jak nam czas pokazał kulki z szybką pracą z serii Black Horse zdały egzamin po raz kolejny na zawodach. Zanętę mocno dopalaliśmy shooterami oraz aminoliquidami, które są nieodzowne podczas każdej mojej zasiadki.



Ostatni ranek przywitał nas słoneczkiem a my od czwartej zaczęliśmy pracę. Łowię kolejnego karpia a tuż przed końcem zawodów ostatniego doławia Piotr. Jesteśmy już prawie pewni, że trzeciego miejsca nikt nam już nie odbierze. To zresztą i tak więcej niż się spodziewaliśmy z tego miejsca. Kończymy zawody łowiąc po 8 ryb każdy i się śmiejemy, że podobnie mieliśmy przed rokiem wtedy też było po równo ale po 11 ryb. Udaje nam się także złowić 3 amury chyba najwięcej sztuk na drużynę spośród pozostałych. Do tego dochodzi wspaniały lustrzeń 16kg. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że dzięki ciężkiej pracy wróciliśmy do gry o podium. W sumie łowimy 16 ryb o łącznej masie 206kg. W zeszłym roku pierwsze miejsce i zwycięstwo w tym roku trzecie miejsce i śmiejemy się z Piotrem, że brakuje nam tylko drugiego. Ale cóż była to dla nas kolejna wspaniała przygoda i wielkie przeżycie z pewnością wrócimy tam za rok a losowanie i czas pokaże co z tego wyniknie.
Dziękuję Piotrowi za wspaniałą zasiadkę i wszystkim tym, którzy tam byli i walczyli do końca.