W Dużej Zaporówce
Dodane przez sebastian lemke dnia Marzec 30 2014 14:33:10



Cały kwiecień miałem naprawdę dużo pracy, jedynie myśl o majowej zasiadce pozytywnie mnie nastrajał. Nie mogłem się doczekać kilkudniowego wyjazdu na karpie tym bardziej, że zostałem zaproszony na dość duży zbiornik zaporowy. Cieszyło mnie to ponieważ w ostatnich latach nie miałem specjalnej okazji połowić w zaporówkach do których mam duży sentyment, gdyż uczyłem się karpiować właśnie na dużej 500 hektarowej zaporówce. Są to trudne wody i czasami bywają bardzo chimeryczne i trudno doczekać się brania.


Rozszerzona zawartość newsa



Cały kwiecień miałem naprawdę dużo pracy, jedynie myśl o majowej zasiadce pozytywnie mnie nastrajał. Nie mogłem się doczekać kilkudniowego wyjazdu na karpie tym bardziej, że zostałem zaproszony na dość duży zbiornik zaporowy. Cieszyło mnie to ponieważ w ostatnich latach nie miałem specjalnej okazji połowić w zaporówkach do których mam duży sentyment, gdyż uczyłem się karpiować właśnie na dużej 500 hektarowej zaporówce. Są to trudne wody i czasami bywają bardzo chimeryczne i trudno doczekać się brania.


Od początku planowałem swoją strategię połowu oczywiście w formie wstępnej ponieważ resztę będę wiedział jak opłynę wodę pontonem z echosondą. Będzie to wymagać sporej ilości czasu aby zrobić to dokładnie. Niestety wody praktycznie w ogóle nie znałem i nie wiedziałem czego do końca się spodziewać. Dzięki chłopakom, którzy łowili tam dużo wcześniej mogłem co nieco zasięgnąć języka.

Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu a ja nie mogłem się doczekać kiedy pierwszy raz zobaczę wodę. Wszyscy już dawno dotarli na zasiadkę zostałem tylko ja. Rafał łowił już dwie nocki z wynikiem całkiem przyzwoitym chyba miał już 3 karpie ponad 10kg w tym największy 13kg.

Po dwóch godzinach docieram w okolice zbiornika a dalej prowadzą mnie już chłopaki, gdyż samemu tam trafić za pierwszym razem jest niezwykle trudno. Dojazd bardzo trudny podmoknięty i z wieloma rowami co od początku nas martwi. Było wcześniej jednak sucho i wreszcie docieram nad wodę. Zbiornik jest wielki i piękny. Niestety w chwili wjazdu na łowisko zaczyna padać nieprzyjemny deszcz. Martwi mnie to ponieważ chciałem połowę dnia poświęcić na sondowanie zbiornika a tak musze się streszczać i odłożyć to na następny dzień.

Szybko rozkładam namiot i próbuję mięsa z grilla który u chłopaków właśnie się palił. Ciągle jednak leje. Niema wyjścia ruszam w deszczu na wodę. Silnik, ponton i echosonda wraz ze stukadełkiem to podstawowe i wręcz konieczne rzeczy, które ułatwiają sondowanie na tak dużej powierzchni wody. Przepływam około 300 metrów tam i z powrotem i jestem nieco zniesmaczony. Woda dość głęboka z przeważającymi głębokościami około 4 metrów. Do tego rów i kilka ostrych spadów dna na których przykleja się liczna w tym akwenie racicznica. Znajduję także głębszy rów na głębokości 6 metrów z wyjściem na 5 metrów z dość twardym dnem. Tam postanawiam umieścić swoje zestawy, jeden na głębokości 5,20m tuż za rowem a drugi na głębokości 5,80 metra bezpośrednio w rowie. Jest to jedno miejsce jednak z możliwością obszernego nęcenia a także położenia zestawów. Odległość na której kładę zestawy to około 200 metrów od brzegu. W bliższym miejscu znajduje się także ciekawy spad dna tuż za pasem gnijących roślin. Jednak analizując brania kolegi i miejsc z którego są łowione do tej pory ryby nie obstawiłem tamtego miejsca. Zresztą jest to woda PZW więc mam możliwość łowienia na dwa kije i tak też robię.

Spływam do brzegu i szykuję zestawy oraz zanętę. Na tą zasiadkę przygotowałem kulki o smaku Ognizzer. Są to mocno dopalone kulki wszelkimi ostrymi przyprawami jak papryka chili i inne. Ich zadaniem jest zwiększyć strawność kulek co w okresie zimniejszej wody sprawdza się znakomicie. Tym bardziej, że było do przewidzenia, że woda będzie dość zimna bo jej temperatura wynosiła zaledwie 10 stopni. W innych akwenach woda ma już po 17 stopni a tu jednak głębszy zbiornik z zimniejszą wodą.

Drugi smak moich kulek to testowana nowość o smaku owoców leśnych z serii Black Horse. Przygotowałem kulki tylko i wyłącznie o średnicy 20mm wraz z przynętówkami 4D a nowy smak rozdałem także kolegom. Oprócz kulek wziąłem ze sobą pellet o średnicy 12mm o smaku Arctic Krill. Nie kombinowałem dużo mimo tego, że zaporówki wymagają większej ilości zanęty w tym czasie zrezygnowałem z wszelkiego rodzaju ziaren. Uważam, że psują one tylko łowisko kiedy woda ma zbyt niską temperaturę, po prostu karpie zapychają się ziarnami i potem nie chcą brać. Kulki i pellet są szybko trawione i ryby ze smakiem do nich powracają i chcą je nadal jeść. Tak też postąpiłem. Wiedziałem, że musze jednak swoje odczekać bo ryba w takiej wodzie nie wejdzie mi od razu zwłaszcza, że chłopaki nęcili znacznie wcześniej ode mnie.


Wreszcie idziemy spać odpocząć po całym dniu wrażeń związanych z nowym łowiskiem i okropną pogodą. Noc mija w ciszy i spokoju. Rano na nową przynętę mam branie i wyjmuję swojego pierwszego karpia z tej wody. Ryba ma około 5 kg ale bardzo mnie cieszy z takiej wody. Dużo emocji dostarcza sam hol ponieważ za rybami trzeba płynąć pontonem i holować je z wody. Holowanie do brzegu zwiększa ryzyko zerwania plecionki na ostrych skorupach racicznicy przyklejonych do ostrych spadów dna. Gnijąca roślinność także utrudnia hol więc lepiej holować z pontonu. Pierwsza ryba zaliczona a ja się cieszę, że karpie zaczynają poznawać smak moich kulek. Przewożę zestawy przed kolejną nocką tym razem jednak lewą stawiam na kulki o smaku tonącej Ognizzer 20mm plus 14mm fluo róża. Pięknie prezentujący się bałwanek. Druga wędka także idzie na bałwanka z tym, że o smaku owoców lasu. Idziemy spać a noc druga jest bardzo cicha i spokojna.


Ranek jest także cichy zwłaszcza u mnie. Adrian wyjmuje karpia pełnołuskiego 11kg na kulki o smaku Adrenaline z pop up różą. Natomiast Rafał doławia rybę w granicach 12kg. Sam przewożę zestawy na te same smaki co wcześniej a do godziny 10 nic się specjalnego nie dzieje. Około godziny jedenastej przed południem mam drugie branie na tej zasiadce. Wypływam i wyciągam karpia w granicach 7kg. Zaraz po nim mam drugiego w tym samym przedziale wagowym. Wszystko na Ognizzera z różą. Za każdym braniem lekko zanęcam kulkami Ognizzer 20mm dosłownie po jednej garści. Zaczynam się cieszyć, że ryby wreszcie weszły w łowisko. Jednak wagowo chciałbym złowić coś większego więc nieco zmieniam położenie zestawu. Kładę go całkiem z boku łowiska około 20 metrów w lewy bok od markera, gdzie w ogóle nie sypię kulek. To miejsce na zaporówkach to bankówka na duże ryby o czym wielokrotnie się przekonałem sam podczas wcześniejszych zasiadek na innych wodach. Spływam do brzegu i czekam czy moja strategia się sprawdzi. W między czasie na prawą wędkę holuję karpia w granicach 8,5kg tym razem na owoce lasu.





Jest tuż przed trzynastą po południu a ja miałem już serię brań, jest więc całkiem nieźle. Chciałbym dodać, że w tej wodzie nie stawiamy wędek pionowo do góry a to ze względu na wielu spinningistów, którzy zaczepiają zestawy. Tu stosuję back leady foxa na sznurkach, które dobrze zatapiają odcinek plecionki wchodzący do wody przy brzegu. Pomaga to w większym stopniu wykluczyć zaczepienia zestawu nie tylko przez spinningistów ale także przez przepływające łodzie na różnych silnikach, co w drugim przypadku skończyło by się straceniem całego zapasu plecionki.

Tymczasem mam przed 13 godziną piękny odjazd z lewej wędki na Ognizzera z różą. Szybkie podcięcie i wskakujemy do pontonu. Czuję jak karp odjeżdża z mocną siłą. Wreszcie udaje nam podpłynąć się nad karpia i zaczynam pompowanie. Na początku zdaje się specjalnie karp tym nie przejmować. Nie daje się pompować a chodzi swobodnie przy dnie masą. Jest ociężały i ani myśli wychodzić do góry. Ciągnie nas pontonem w kierunku środka zbiornika. Jest niewielki wiatr więc nie mamy problemu ze sterowaniem pontonem. Po około 15 minutach karp wreszcie się pokazuje. Woda jest bardzo czysta więc widać rybę w całej okazałości. Jest to piękny lustrzeń a one są tu większych rozmiarów jak pełnołuskie. Wreszcie ryba wpada do podbieraka a my płyniemy do brzegu. Kładąc go na matę okazuje się, że jest jeszcze większy niż nam się zdawało. Ma wielki brzuch bo jest to samica z ikrą pewnie szykuje się już na tarło. Waga wskazuje 16,40kg po odliczeniu worka do ważenia ryba ma dokładnie 15kg. Jest piękny a ja bardzo szczęśliwy wspaniały wiosenny okaz. Robimy fotki i wypuszczamy rybę do wody.






Wywożę kolejny raz z boku łowiska na te same przynęty. Długo nie muszę czekać o godzinie 14,30 na Ognizzera mam kolejny piękny odjazd. Tym razem wypływam sam za rybą. Dzięki silnikowi szybko dopływam do karpia, który jednak ani myśli się poddawać. Jest bardzo silny. Ostro idzie w lewą stronę na głęboką wodę. Ciągnie mnie z całym pontonem na odległość około 100 metrów, jakąż on ma niesamowitą siłę. Po takim targaniu wreszcie się męczy i podbieram go. Jest podobnej wielkości co jego poprzednik z tym, że ten jest smukły widać, że samiec. Dopłynięcie do brzegu zajmuje mi sporo czasu bo jestem ponad 300 metrów od brzegu. Oficjalne ważenie z chłopakami i ryba ma 13,50kg jest to wysmukły samiec o przepięknym złocistym ubarwieniu.

Ten dzień jest naprawdę niesamowity. Ryby mocno weszły w zanętę. Powiedzieć można, że woda się gotuje od brań. Tego dnia mam w sumie 6 karpi na macie. Ostatnia ryba tego dnia bierze mi na prawą wędkę na kulki o smaku owoców lasu 4D wraz z pop up owoce lasu 14mm. Jest nim również piękna samica lustrzeń o masie 13,40kg i nieco dziwnym kształcie ogona. Jest natomiast dość gruba i widać, że obecne w tej wodzie samice mają tendencje do sporego tycia. Oby tak dalej i oby rosły nadal.

Ranek po trzeciej dobie łowienia przynosi mi dwa piękne i bardzo silne pełnołuskie o masie 8 i 9kg. Jeden został złowiony na owoce lasu a drugi na Ognizzera. Do końca zasiadki mam w sumie 11 brań o łącznej masie nieco ponad 100kg. Moja zasiadka trwała 5 nocek, gdyż wcześniej się zwinęliśmy z powodu strasznej pogody. Ciągle lało i nie dało się wyjechać samochodami tą samą drogą co przyjechaliśmy. Na szczęście udało nam się zasypać kilka dołków i wyjechać samochodami. Musieliśmy zasypywać doły w 4 osoby pracując kilka godzin non stop, oraz dwa wcześniejsze dni. Na szczęście się udało.

Podczas tej samej zasiadki Rafał łowiąc dwa dni wcześniej złowił 7 ryb ponad 10kg z czego największa sztuka o masie 15,60kg połakomiła się na nowe kulki 4D o smaku owoców lasu. Inne ryby zostały złowione także na muszlę GLM, extasy oraz adrenalinę. W sumie razem podczas całej zasiadki padło 26 karpi na nas 3 łowiących. Złowione ryby miały przedział od 5 do 16kg. Myślę, że jak na tak chłodną majówkę wyniki były bardzo dobre. Sam jestem bardzo zadowolony i jak się uda wrócę na tą wodę w późniejszym czasie jak dostane kolejne zaproszenie.


Na koniec warto dodać, że czasem trzeba łamać stereotypy. Wiosną łowienie na głębokości ponad 5 metrów jest bardzo dziwne jednak nie wtedy, kiedy mamy z tego miejsca regularne brania. Ryby znajdowały tam pokarm i nie widziały sensu żerowania na płyciznach, zwłaszcza, że w okolicach brzegu kręciło się sporo ludzi. Czasem więc warto zrobić coś innego a być może trafimy w złoty środek na daną wodę.



Życzę wszystkim samych sukcesów i do zobaczenia nad wodą.