Odrzańskie przymrozki
Dodane przez sebastian lemke dnia Marzec 30 2014 14:16:01



Tuż po zawodach Złota Łuska w dniach 11-13 października postanowiłem zrobić szybki wypad nad rzekę Odrę. Dwa dni wcześniej zanęciliśmy Odrę wsypując do wody nieco mniejszą dawkę zanęty z uwagi na spadek temperatury. Jednorazowo poszło do wody 10kg kukurydzy oraz 3 kg kulek o smaku extasy oraz zupełnie nowa testowana seria Black Horse o drugim nowym smaku Green Mussel GLM. Są to kulki o szybkiej pracy porównywalnej z kulkami Arctic Krill.


Rozszerzona zawartość newsa




Tuż po zawodach Złota Łuska w dniach 11-13 października postanowiłem zrobić szybki wypad nad rzekę Odrę. Dwa dni wcześniej zanęciliśmy Odrę wsypując do wody nieco mniejszą dawkę zanęty z uwagi na spadek temperatury. Jednorazowo poszło do wody 10kg kukurydzy oraz 3 kg kulek o smaku extasy oraz zupełnie nowa testowana seria Black Horse o drugim nowym smaku Green Mussel GLM. Są to kulki o szybkiej pracy porównywalnej z kulkami Arctic Krill.







Dwa dni później od czwartkowego popołudnia siedziałem już nad wodą. Temat standardowy do wody wsypuje naraz około 5kg kukurydzy i 1 kg kulek Green Mussel GLM oraz Extasy. Zarzucam wędki, na które zakładam takie smaki jakich użyłem do nęcenia. Pogoda w dzień dość ciepło i można w spokoju podziwiać jesienną aurę oraz krajobrazy. Pływające barki sprawiają, że muszę przerzucać kije średnio, co 3-4 godziny.






Nadchodzi pierwsza noc a ja jestem bez brania. Do tego bezchmurna noc niczego dobrego nie zapowiada. Tak jak myślałem do rana nic się nie dzieje a tuż po 6 rano zaraz jak zrobiło się jasno już wiem, dlaczego było mi zimno w nos, który na chwilę wystawiłem poza śpiwór. Okazuje się, że przyszedł spory przymrozek. Przy gruncie jest nawet minus 5 stopni a cały krajobraz zasiadki wygląda biało. Szron osiadł na wszystko. Nawet dolniki wędek przymarzły mi do but gripów. Szybko przerzucam wędki robię kilka fotek i odpalam piecyk w namiocie. To już nie żarty minusowa temperatura może zdarzać się coraz częściej i trzeba się na to przygotować. Wcale się zrażam się tym mrozem, bo wiem, że teraz dopiero zacznie się prawdziwe łowienie. Karpie poczują zimno to zaraz zaczną intensywniej żerować gromadząc zapasy na zimę.


Dzień jest całkiem przyjemny świeci słońce i robi się dość ciepło. Nadal jednak nie mam brań. Po południu dojeżdża do mnie kolega i już razem siedzimy kolejną nockę. Jeszcze tylko donęcam około 5 kg kukurydzy i po 2 garści kulek z dwóch nęconych wcześniej smaków.
 

Kulka Arctic Krill 4D plus pop up fluo GLM

Około dwudziestej znikamy w namiotach i szykujemy się do spania. Nadchodzą chmury i zaczyna padać delikatna mżawka. Już lekko zasypiam kiedy o 21,00 odzywa się mój lewy niebieski fox. Jest wreszcie branie. Karp jest dość silny i chodzi bardziej masą tuż przy brzegu wśród kamiennych brzegów rzeki. Nie jest to bezpieczne bo ryba może nam przetrzeć strzałówkę lub zaczepić zestaw. Po piętnastu minutach pokazuje się piękny lustrzeń z małym łbem ale za to szerokim ciałem. Jest nabity masą, jest dziki i silny. Wreszcie udaje mi się go podebrać w pojedynkę bo kolega zasnął na dobre. Zresztą bardzo lubię walkę od początku do końca w pojedynkę tylko ja i on KARP. Leży na macie a waga pokazuje 13,60kg. Jest więc piękna ryba. Zakładam nową przynętę w postaci Kulek Green Mussel GLM i idę dalej spać.





Ledwo usypiam a o 23,00 mam kolejny odjazd tym razem na prawą wędkę na bałwanka z kulek Arctic Krill 4D 20mm plus 14mm muszla GLM pop up fluo. Po zacięciu karp ostro szaleje. Odjeżdża z wielką siłą z prądem Odry i nie daje się podciągnąć. Walka w pojedynkę trwa około 20 minut ryba jest bardzo silna i domyślam się dlaczego. Przy brzegu pokazuje się Odrzański pełnołuski dzikus i wszystko stało się jasne. Karpie pełnołuskie są niezwykle silne w rzece i dostarczają naprawdę dużych emocji. Wreszcie mam go na macie. Waga pokazuje 13,80kg a więc jak to określam ryby z podobnego rocznika i tego samego stada. Jest bardzo długi i wysmukły dzięki czemu miał warunki do świetnej walki. Karpie mają dziewicze czyste pyski bez jakiegokolwiek śladu że kiedykolwiek były na haczyku. Jest to piękna sprawa i dlatego bardzo lubię łowić te dzikie rzeczne ryby, które nigdy wcześniej nie były na haku.





Zarzucam kije i idę spać. Następnie mam kolejne 3 brania ale niestety to nie karpie a dwa klenie oraz jaź i to pokaźnych rozmiarów. Mam już ich nieco dość bo nie mogę przez te ryby spać a biorą bardzo agresywnie z szarpnięciami na szczytówkach. Zmieniam przynęty i tym razem zakładam kulki o smaku extasy, może ten smak im nie podpasuje. Kolejny ostry odjazd karpia mam o 5 nad ranem. Noc jest bardzo ciepła termometr wskazuje plus 10 stopni, a niebo jest lekko zachmurzone. Niestety okazuje się, że karp się w ogóle nie zacina. Po wyjęciu zestawu z wody wszystko okazuje się jasne dlaczego. Na haczyku był zaczepiony liść i to on był przyczyną  pustego brania. No cóż takie sytuacje się zdarzają, bo w rzece zawsze coś płynie i może się zaczepić o hak w nieodpowiednim momencie.

Liść przez którego nie zaciął się karp

Do rana nie mam już więcej brań i czas uciekać do domu. Robię fotki i wypuszczam ryby. Z pewnością jeszcze zawitam nad Odrę i zobaczymy czy jeszcze uda się coś złowić w tym sezonie.